Fragment większej całości…
Wystawa to bardzo ciekawy i oryginalny przekładaniec malarski, wywodzący się z kręgu warszawskiej ASP. Patronem ekspozycji jest Jerzy Tchórzewski. Oglądać możemy jego obrazy, przede wszystkim z lat 60. Pozostali artyści, których prace znalazły się na wystawie pełnili odpowiedzialną rolę asystentów. Zygmunt Magner był asytentem w pracowni Tchórzewskiego. Henryk Gostyński i Marcin Jurkiewicz to dla odmiany asystenci Magnera.
W katalogu wystawy wspomina ojca Krzysztof Tchórzewski. We wspomnieniach tych odnosi się właśnie do kwestii asystentury. Krzysztof Tchórzewski pamięta, jak zapytał kiedyś, co to znaczy “asystent”, a ojciec odrzekł mu, że “asystent to ktoś taki, który razem ze mną pomaga w powstawaniu najmłodszej sztuce”. Asystenci byli dla Tchórzewskiego osobami bardzo bliskimi, utrzymywał z nimi stosunki towarzyskie, starał się do nich zbliżyć, jak do ludzi, a nie tylko twórców m.in. wizytując organizowane przez nich prywatki. Tchórzewski bardzo poważnie podchodził do dwóch rzeczy: do wystaw i do Akademii. Nie lubił rozstawać się z obrazami, miał poczucie, że wypuszczając je z pracowni wystawia je na los niepewny i oceny trudne. Zawsze miał wątpliwości, co do zestawu, jaki przygotował na kolejną ekspozycję. Każde wyjście na Akademię było dla niego dużym stresem, i nie ważne czy w planach była zwyczajna korekta czy obrona dyplomu. Tchórzewski podchodził do swojej pracy profesorskiej niezwykle odpowiedzialnie, zapewne dlatego, że odpowiedzialnie i z szacunkiem podchodził do swoich uczniów. Taką postawę przekazał także swoim asystentom, a oni z kolei swoim. Dlatego możliwa jest ta wielopokoleniowa wystawa, pierwsza od śmierci Tchórzewskiego – zbiorowa, w której biorą udział jego prace. Indywidualnych kilka już było, ale ta grupowa prezentacja jest wyjątkowym spotkaniem Tchórzewskiego z jego młodszymi kolegami z warszawskiej ASP.
Magner, Gostyński i Jurkiewicz to malarze, których twórcza droga w różny sposób związana była z profesorem Tchórzewskim. Kontakt z tym wybitnym artystą wpłynął bardziej na ich postawy oraz poglądy, niż na ich twórczość. Nie ma w niej bowiem bezpośrednich odniesień do sztuki Tchórzewskiego. To także dowód na pedagogiczną wielkość Tchórzewskiego, który kształcił wrażliwych, świadomych artystów, a nie wychowywał epigonów.
